osetstudio blog

    Twój nowy blog
    W sumie wyszło na to, że dzieci fotografować jest łatwo. To znaczy i łatwo i trudno jednocześnie- bo z maluchem nie pogadasz, żeby się nie ruszał i nieco obrócił w prawo- więc pstrykanie małych dzieci to bardziej jak foto-safari, polowanie, przyczajka i czas niespodzianek… a jak się akurat zbuntuje i rozryczy to macie wolne. A z ciut starszymi dziećmi jest już łatwiej, wystarczy zadbać o prosty przekaz. 
    A teraz konkretniej- obstrykany niemowlak, świeżo ochrzczony, wykazał się spokojem ducha pomimo palącego słońca. Sesyjka była krótka ale owocna- dzieciak ma coś w oczach (po rodzicach oczywiście!).
    Para- no cóż… Ona to samorodny talent, wie że obiektyw Ją kocha z wzajemnością i jak pozuje to na 110%. On też ma talent, tylko trzeba go było wydobyć sposobem.
    Zrób „OJEJ”! Zrób „OJEJ”! No to zrobił… i to jak! Jakby wiedział co go czeka za te 16 lat.
    Czy te oczy mogą kłamać? Po 31 latach doświadczeń z dziewczynami/ kobietami odpowiedzialnie stwierdzam: kłamać? Nie. Manipulować, wyciągać, naciągać, rozbrajać, wkręcać, kusić, podpuszczać i owszem.

    To pewnie przez zapach choinki tak mnie wzięło na sentymenty… Mam w swoim archiwum kilka zdjęć, które są dla mnie szczególne z różnych powodów: bo akurat szczęśliwie dobrze wyszło, bo akurat spłynęła na nas wena z nieba, bo akurat próbowałem/śmy czegoś nowego, albo mieliśmy wielkiego fuksa! Albo akurat na niebie przelatywali… eeeee… no sami oceńcie ;) Zbliża się Nowy Rok- czas podsumowań i planów no i nie ukrywam, w moim rodzinnym przypadku zanosi się na epokowe zmiany (i nowy temat do zdjęć)- Nowy Rok, okazja do napisania przeglądowego posta.

    Każde ze zdjęć ma jakąś istotną dla mnie historę w tle. 

    1

    Pierwszy plener z nowym aparatem, pierwsze zdjęcie z użyciem blendy i to nieco z przypadku/ ciekawości. No i wszystko się poskładało dobrze włącznie z pogodą, parą, miejscem i uśmiechem na 5+. Fakt… gdy wracałem z wesela paadło ładowanie w Golfie Teścia i spędziłem ze dwie godziny stojąc samochodem na wiejskim skrzyżowaniu… a że tej nocy był ostatni solidny kwietniowy przymrozek? Na zdjęciu nie widać ;) Na zdjęciu Ania w pełnej krasie (prywatnie żona Mariusza, który opiekuje sie moimi finansami).

     

    2

     

    Wdzięczny temat… Panna Młoda na chwilę przed ślubem. Poza tym duży pokój, okno w dachu i chwila. No cóż… muszę uczciwie wspomnieć, że Agnieszkę mój obiektyw bardzo lubił (konsekwentnie do końca dnia).

    3
    Emilia i Paweł, Paweł i Emilia. Paweł vel Słodki to kolega od… eee… chyba sprzed wojny (na pewno tej w Zatoce Perskiej) i z osiedla. Znalazł swoją drugą połowę i miałem to szczęście być przy tym obecny. Zdjęcie bez wyszukanego miejsca, tła, zaraz za rogiem. I Oni faktycznie tak do siebie pasują jak na zdjęciu. Poza tym, dzisiaj Paweł ma urodziny (kolejne osiemnaste)- 100 lat!!! Z czego 82 osiemnastki…
    5
    Oj… tutaj zdjęcie ma naprawdę krzepką historię w tle: Jowita bardzo lubi słoneczniki, Mariusz Jowitę bardziej niż lubi no i dogadał się z posiadaczem pola, na którym ów uczynny posiadacz zasadził masę słoneczników. Zdjęcia robiliśmy w niedzielę, w poniedziałek słoneczników już nie było (był poplon). I Mariusz kilku osobom tłumaczył potem, że słoneczniki były real- nie Matrix ;)
    6
    Słoneczniki do dziś robią karierę… o na przykład tutaj:
    7
    Moje ulubione zdjęcie reporterskie/ w locie łapane. Ślub Doroty i Marcina (przyszłych bohaterów dłuższej, kolejnej notki). Tu komentarza popełniać nie będę, wszystko przed oczami.
    8
    No i teraz moje najmocniejsze zdjęcie- do teraz nie wiem, co się na nie załapało przy okazji, sami oceńcie. I z pełną odpowiedzialnością piszę- to zdjęcie było jedynie zmniejszane i kadrowane Photoshopem, zawartość jest nietykana!
    9
    I zbliżenie:
    11
    Zdjęcie poniżej zostało wykonane w odstępie jakiś 5sek. Detal po prawej na krawędzi.
    12
    Ada i Marek… mieli pomysł na dalszy ciąg sesji związany z Markową pasją/ sposobem na życie czyli wyjątkowo długim bieganiem i to z osiągnięciami. Jak sport to sport- ja postarałem się o drugie dno, a Marek bieeeegał.
    12
    No i to tyle na dziś… 

    W sumie to główną grafikę na płytę wykonał Łukasz Rybarczyk vel Ryba- talent samorodny jak Janko Muzykant, ale w lepszej sytuacji tzn. „głupi stójka” go nie bije i skrzypiec podkradać nie musi… Łukasz tworzy w domu swoje niemałe obrazy i grafiki- naprawdę niemałe. Ale „EartHead” trafił na front… a jeszcze trzeba było jakoś zapełnić środek, więc wzięlismy instrumenta i poszliśmy na były poligon w Pile. Tam, w dzikiej trawie i krzaczkach, zrobiliśmy kilka zdjęć. I poszło- fragmenty płyty są do odsłuchania na Myspace (link jest). Na zdjęcia załapali się również: Dawid, Agata i Kasia no i ja… 

    111

    1234

    qweq

    rty

    1qw2

    2

     

    Konkretnie to polsko- belgijskie… Para Młoda, dwóch świadków i trzy języki, plus język „ręczny” (uniwersalny). Miałem okazję przejechać sie limuzyną (z ulicy Poznańskiej) dziewięcio metrowym Lincolnem- ganiać się było można w środku, faktycznie jest to wóz LUX.    A zdjęcia? No cóż, wszystko szło płynnie- Rebajło to knajpa może i mała, ale do zdjęć zdatna, zwłaszcza, że DJ miał silne światła, co zdjęciom zdecydowanie pomaga. W kościele pomogła paradoksalnie kiepska pogoda za oknem- światło wewnątrz zrobiło się miękkie… a plener? Cóż, że 5 stopni za oknem i wiatr, na zdjęciach nie widać, a grypy potem nie miałem (mam nadzieję, że Para również nie)… więc jednak w listopadzie można. A na deser kawa i sesja barowa… wszyscyśmy sie rozluźnili.a 

     

    aa

    aaa

    aas

    asa

     

    aq

    aad

    aass

    q

    qaq

    qqqq

    q1

    11

    112

    121

    13

    1234

    wer

    To była jedna z najbardziej zasłużonych kaw jakie wypiłem… wypiliśmy znaczy się- bo moja międzynarodowa para wykazała się dużą determinacją, nie tracąc przy tym niezbednego luzu (a niejeden twardziel by wymiękł!).

     

     

     

    … mój nadmorski debiut. Bałem się o pogodę, o piasek w sprzęcie, o to czy dam radę etc. Ola i Andrzej zdecydowali, że trochę czasu upłynie od ślubu do sesji i … i okazało się, że wcale nie musi to wpłynąć na wyniki negatywnie (to wyjście z nastroju). Wizyta nad Bałtykiem to był ich pomysł- padło na Dźwirzyno. Po drodze skorzystaliśmy jeszcze z pewnych historycznych ruin i pewnych niehistorycznych drzew- całkiem zwyczajnej jarzębiny i nieco zdziczałej jabłoni- kolorowe towarzystwo było. Czy cżłowiek pisząc bloga musi się silić na filozofowanie? Dobrze, że mamy wolność wypowiedzi :D

    Pierwszy plener z nowym szkłem- 15mm stałka… która czyni Ziemię okrągłą.

    ascac

    xxax

    sxa

    qaqaq

    sacz

    asc

    cvxx

    es

    aaa

    ac

    aaqq

    ascz

    ds

    asc

     

     

     Karolina i Sławek… czyli para, która wie czego chce. Dzięki ich uporowi i uprzejmości pani dyrektor zamku w Tucznie, nie dość, że sobie pozwiedzałem wszelkie kąty z aparatem i bez, to udało nam sie zrobić moją pierwszą zamkową sesję… 

    Zamek w Tucznie ma swoją Białą Damę i swój klimat… i jest przestrzenny- jak dla mnie ma wszystko co trzeba.

    sazzz

    saczcx

    qdw

    kjhgf

    yv

    asczxz

    asz

    edsw

    Aj! Tu jednak faktycznie straszy!

    qazaq

     

     

    Dawno temu, a może wcale tak nie dawno jakby sie wydawało, najzupełniej analogowo na kliszy Fuji NPH uwieczniłem ślub Grzegorza- mistrza komputerowej magii i Jego żony- Agnieszki. Poszło gładko i kto wie, czy ta gładkość nie zaowocowała tym, że jestem teraz tu gdzie jestem. Minęło troszkę czasu i za mąż postanowiła wyjść siostra Grzegorza Monika… hmmm… Monika chodziła do żeńskiej klasy liceum handlowego, ja do technikum w tym samym ZSG. Co to była za klasa!!! Ileśmy się je naśledzili wzrokiem… bezcenne. A Marcin… no cóż, w dniu ślubu okazało się, że Marcin to ten sam Marcin, z którym bywaliśmy tu i ówdzie na obozach ZHP i bynajmniej nie byliśmy grzeczni w 100%…ale o tym sza.

    O zdjęciach- było wesoło i twórczo… i pomimo października ciepło i złoto jesiennie, co mam nadzieję widać na zdjęciach. Towarzyszyli nam wyżej wspomniani Agnieszka, Grzegorz i ich córeczka Dominika- silna grupa wsparcia.

    W tym roku już tak ciepło nie było.

    qaz

    axzxcz

    asczxc

    aszz

    sacqqqq

    vcxz

    rfv

    sxcd

    Górnolotnie mówiąc… kolor, wiatr, Ona i On.

    Gosia i Paweł- wszyscy razem przebrnęliśmy przez politologię w jednej grupie. Na ślubny miesiąc wybrali sobie maj, co wykorzystaliśmy bezlitośnie… i wyszło majowo. Było ciepło, słonecznie, świeżo- czyli zupełnie inaczej jak dzisiaj za oknem. 

    Tak się złozyło, że bylismy w tym sadzie trzy/cztery dni wczesniej z Mariuszem Ż.- on fotografował, ja pomagałem. Kiedy przyszło do potrząsania drzewkiem celem uzyskania opadania płatków, to ja się tak spociłem, że hej! I nie chciały spadać. Kiedy minęły te trzy/cztery dni to Mariusz trząsł i co? ledwo chwycił a połowa płatków z drzewa spadła… jakąż zagadką jest natura. 

    Ze spraw technicznych- kwiatki i mlecze nie były powielane/ klonowane na zdjęciach. A na pierwszym zdjęciu Audi z firmy Picar plus mój pstryk czyli prezes się żeni i pozdrawia masy.

     

    adadaaa

    qwdasd

    123

    qwd

    dasdqwd

    qwdqdda

    sdgfhgkj

    defdsgfhb

    No to wzorem moich kolegów założyłem fotobloga… Po co? Ano głównie po to, żeby pokazać możliwie aktualne zdjęcia „na odległość” i oczywiście po to, żeby sie nimi pochwalić. Nie będę dorabiał ideologii specjalnie do fotobloga- za naczelne zasady przy fotografii ślubnej przyjąłem dwie:

    -możliwie mało ingerować

    -Panna Młoda ma wyjść jak najpiekniej a Młody jak macho.

     

    Postaram się dodać kilka słów do każdej porcji zdjęć oczywiście. I tyle… zapraszam! W zasadzie zaprasza Oset Studio !

     

    Acha… w wykonaniu większości zdjęć swą nieocenioną pomoc oddał Mariusz Żubryj, ofiarnie przyświecając, odbijając, przypalając pary blendą… walcząc z zimnem, wiatrem, słońcem, komarami, meszkami, pragnieniem, głodem, czasem, brakiem snu i czasem ze zmęczeniem poweselnoroboczym. Jednym słowem- świecił z całych sił.


    • RSS