Podobno głód wyostrza zmysły… może mi się wyostrzy cyberpióro?
W sumie to mnie można chyba zaszufladkować jako ich rodzinnego fotografa (wczesniej siostra i bratanica i siostrzenica i… )…
A teraz przyszła pora na ślub Hani i Marcina, no co by tu o nich napisać ;), może to, że w dniu ślubu wydawali się być spięci akurat na tyle ile trzeba, a dniu sesji plenerowej wyluzowani. Zresztą, po przejażdżce dziadkowym Fiatem Uno Fire (z powrotem ja prowadziłem :D ) trudno było nie być wyluzowanym.
Ale do rzeczy: Równopole raz jeszcze, bo grzech się tam w maju nie wybrać i nie zrobić zdjęć- biała suknia, białe kwiaty, białe chmurki- czyli trio na zamówienie.
Oto Oni.
Oto Oni w wersji „Kiss” ;)
Cud, że nikogo pszczoły nie dziabnęły, ten sad żył, bzyczał, trząsł się… ale jaki ładny!
Edycja black&white
Sad w szerokim ujęciu… niebo oryginalne.
Mój faworyt… 15mm w natarciu!
A tutaj pewna fantazja…
Widok na Rzadkowo
A tu Byszki… mlecze obrodziły (całe buty miałem żółte!)
I na koniec…
The End
… a potem żyli długo i szczęśliwie…